Mamo... ja umieram.
Czuję, że koniec jest blisko. Jestem tak strasznie słaby. Przepraszam cię za wszystko. Przepraszam za każdą łzę, przepraszam za chwile zwątpienia, za codzienne kłótnie z Bogiem:
"Czemu wlaśnie mnie zabierasz? ". Mamo, tak bardzo mnie śmieszą ludzie i ich problemy...
Przecież gdybym mógl,
chętnie bym się zamienił
Mamo, nie płacz za mną.
Ja będę czekał na ciebie.
Zostanę twoim aniołkiem.
Kiedyś spotkamy się w niebie. Wyciągnę do ciebie rączkę
ubrany w białą szatę
i nic nas już nie rozdzieli.
Na zawsze będziemy razem... Mamusiu, ktoś mi powiedział, napewno chciał mnie pocieszyć,
że Pan Bóg tak mocno mnie kocha, że nie chce się mną z nikim dzielić. Mamusiu, tak bardzo mnie boli.
Ja prawie nie mogę oddychać.
Nie mogę się poruszyć,
każde słowo zabija...
Mamusiu ja będę
w twoim serduszku.
Będę patrzyl z góry na świat. Powiedz, czy to sprawiedliwe?
Ja mam dopiero pięć lat...
niedziela, 3 sierpnia 2014
101
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz